Dieta South Beach (Plaż Południa)
Dieta South Beach jak głosi stare i oklepane, aczkolwiek ciągle prawdziwe, hasło, to nie typowa dieta, tylko sposób odżywiania na całe życie.
Dieta ta składa się z trzech faz i w zasadzie tylko pierwsza faza, służaca oczyszczeniu organizmu, ogranicza ilość spożywanych posiłków. Faza druga przejściowa i faza trzecia - już na całe życie stawiają po prostu na mądre żywienie bez wyrzeczeń. Musimy dbać nie o to, żeby się głodzić, ale o to, żeby odżywiać się zdrowo. Głównym założeniem South Beach jest wyelimiowanie z diety złych, wysoko przetworzonych węglowodanów (np. makaronów, białego pieczywa) oraz tłuszczów nasyconych, na rzecz pokarmów zawierających białka, węglowodany złożone i tłuszcze nienasycone (oliwa z oliwek, olej rzepakowy). Przy tym wszystkim w South Beach nie posługujemy się raczej tabelą kaloryczną, ale indeksem glikemicznym, który określa poziom glukozy we krwi po spożyciu danego produktu.
Może po prostu posłuchajmy co o tej diecie mówią osoby, które testują ją na sobie:
Z wagi wygląda że przez miesiąc schudłam 8 kg. Ale kochane, problem teraz MAM! Otóż dupa, uda i pas tak mi schudły, że nie mogę pokazać sie w żadnych spodniach, które nosiłam do tej pory. Są chyba ze 3 rozmiary za duże, 2 na pewno. Dziś w pracy byłam w spodniach, które jeszcze w maju były dopasowanymi dżinsami, a dziś wyglądałam jakbym przyszła w pumpach. W pracy mówili na mnie MC Hammer, albo krzyczeli "niech żyje rap". Cieszę się i smucę jednocześnie, (choć bardziej cieszę : ) bo kasy nie mam, a nowe spodnie kupić po prostu MUSZĘ!!! No więc waga 62.
12 dzień, waga spadła o 2,5 kg.. ale jak tu przetrwac święta!? Z jednej strony myśl, że od poniedziałku zaczynam 2 fazę, z drugiej strony te pyszne ciasta mamy ;(
Dziewczyny kochane - 6 kg mniej!!!!!!!!! Bałam się stanąć na wagę, ale się odważyłam i aż zamarłam z wrażenia. Teraz 58 kg - waga wyjściowa 64 kg. Dodam, że na South Beach jestem tylko 7 dni (wcześniej tydzień kopenhaska, ale nie wytrzymywałam). Niech to będzie zachęta dla wszystkich niezdecydowanych. Jeszcze tydzień na I fazie i rzucam się na truskawki... mniam, mniam - umieram jak robię je dla synusia i nawet paluszka umoczyć nie mogę. Ale WARTO!!!